29 października upadłam w czasie spaceru,chcąc usiąść na chodziku. Odjechał,a ja padłam jak długa, łamiąc sobie lewą łapę w kilku miejscach z przemieszczeniem. Resztę opowiem przy drugim wejściu, bo jestem bardzo zmęczona.
Szpital, oddział ratunkowy. 5 godzin oczekiwania na pomoc. Ból, zmęczenie. Kiepska kondycja. Wreszcie, po mojej interwencji - nastawianie z miejscowym znieczuleniem, gips, nieudana interwencja, proponowanie powtórnego nastawienia lub operacja. Odmowa. Odjazd taksówką, bo nie chcieli mnie odwieźć karetką. 6 tygodni w gipsie.
2,5 miesiąca rehabilitacji nic prawie nie daje. Krzywo zrośnięta dłoń. Palce sztywne, nie dadzą się zamknąć w pięść. W miejscu złamania ból, sztywność. Nie dojdzie już do dawnej sprawności.
Z innej beczki: dzięki wydanej książce (Gabriela, 2015) kontakt z Wandeczką, córką Jerzego (przy okazji wizyty u Zośki ,odwiedziła i mnie i odtąd -kontakty telefoniczne; zasługa jej brata- Piotrka, który zobowiązał do odwiedzenia mnie i przysłał list :"Droga ciociu Gabo , bardzo podobała mi się Twoja książka...", a mnie zachwycił ten szczery,spontaniczny liścik. Odpisałam , on - nie . Niepiśmienny. Tym bardzie cenny sygnał. Ponadto przez Wandę skontaktowała się druga krewna - ze strony Ojca, z domu Nowicka, chcąca kupić ode mnie książkę, a potem WSZYSTKIE, pozostałe, niesprzedane.Kontakt trwa. Trzeba było tylu lat, by mnie sobie przypomnieli, ale to miłe. Szomańska - córka , żona Nanka nie zgłosiły się, mimo zapowiedzi. Nie jest to eleganckie i nie najlepiej o nich świadczy, szczególnie o córce, bo jej wysłałam jeden egzemplarz, by przeczytała ciepłe słowa o jej babce - Guli. Żona - Elżbieta przynajmniej zadzwoniła i to kilka razy, córka nie odezwała się.
Z wszystkimi zerwałam więzi. Zośka - wałbrzyszanka, mimo że zamieszkała w tym samym domu, początkowo mnie odwiedzała, potem coraz rzadziej, a po wypadku tylko zadzwoniła (mieszka na tym samy piętrze i wszyscy są jej bliżsi, niż ja, kumpluje się z połową mieszkańców), ale nie odwiedziła ani razu. Przygadałam i kontakty w ogóle się urwał. To samo z Mychą. Już sądziłam, że z nią pozostanę w symbiozie do śmierci, ale nie. Zorientowała się, że pogniewałam się na nią na amen, po pobycie u niej i jej histerycznym wyskoku, broniącym tych mafijnych kumpli PO-PSL. Okazuje się, że im sprzyja, a nienawidzi PiS, jak reszta tej wrednej hołoty.
Nie dostrzegają ogromnej pracy , jaką wkładają w kolejne reformy , sprzyjającej państwu, widocznym ich efektom i polepszeniu bytu najbiedniejszym.
Mnie się udało załatwić , co prawda, w okresie 3 lat, ale na końcu dzięki nowej minister rodziny, pracy i polityki socjalnej zmianę debilnego zarządzenia, wydanego przez jej poprzednika, Kamysza, o nakazie jedzenia wszystkim DPS-om kolacji NIE WCZEŚNIEJ, NIŻ O 18. Udało się. Od 21 lutego jemy od 17 i to kierownicy będą ustalać dla poszczególnych domów terminy wszystkich posiłków, a nie minister !
Ot, i najważniejsze sprawy w skrócie. Resztę, dopowiem,opowiem później.
rci
Szpital, oddział ratunkowy. 5 godzin oczekiwania na pomoc. Ból, zmęczenie. Kiepska kondycja. Wreszcie, po mojej interwencji - nastawianie z miejscowym znieczuleniem, gips, nieudana interwencja, proponowanie powtórnego nastawienia lub operacja. Odmowa. Odjazd taksówką, bo nie chcieli mnie odwieźć karetką. 6 tygodni w gipsie.
2,5 miesiąca rehabilitacji nic prawie nie daje. Krzywo zrośnięta dłoń. Palce sztywne, nie dadzą się zamknąć w pięść. W miejscu złamania ból, sztywność. Nie dojdzie już do dawnej sprawności.
Z innej beczki: dzięki wydanej książce (Gabriela, 2015) kontakt z Wandeczką, córką Jerzego (przy okazji wizyty u Zośki ,odwiedziła i mnie i odtąd -kontakty telefoniczne; zasługa jej brata- Piotrka, który zobowiązał do odwiedzenia mnie i przysłał list :"Droga ciociu Gabo , bardzo podobała mi się Twoja książka...", a mnie zachwycił ten szczery,spontaniczny liścik. Odpisałam , on - nie . Niepiśmienny. Tym bardzie cenny sygnał. Ponadto przez Wandę skontaktowała się druga krewna - ze strony Ojca, z domu Nowicka, chcąca kupić ode mnie książkę, a potem WSZYSTKIE, pozostałe, niesprzedane.Kontakt trwa. Trzeba było tylu lat, by mnie sobie przypomnieli, ale to miłe. Szomańska - córka , żona Nanka nie zgłosiły się, mimo zapowiedzi. Nie jest to eleganckie i nie najlepiej o nich świadczy, szczególnie o córce, bo jej wysłałam jeden egzemplarz, by przeczytała ciepłe słowa o jej babce - Guli. Żona - Elżbieta przynajmniej zadzwoniła i to kilka razy, córka nie odezwała się.
Z wszystkimi zerwałam więzi. Zośka - wałbrzyszanka, mimo że zamieszkała w tym samym domu, początkowo mnie odwiedzała, potem coraz rzadziej, a po wypadku tylko zadzwoniła (mieszka na tym samy piętrze i wszyscy są jej bliżsi, niż ja, kumpluje się z połową mieszkańców), ale nie odwiedziła ani razu. Przygadałam i kontakty w ogóle się urwał. To samo z Mychą. Już sądziłam, że z nią pozostanę w symbiozie do śmierci, ale nie. Zorientowała się, że pogniewałam się na nią na amen, po pobycie u niej i jej histerycznym wyskoku, broniącym tych mafijnych kumpli PO-PSL. Okazuje się, że im sprzyja, a nienawidzi PiS, jak reszta tej wrednej hołoty.
Nie dostrzegają ogromnej pracy , jaką wkładają w kolejne reformy , sprzyjającej państwu, widocznym ich efektom i polepszeniu bytu najbiedniejszym.
Mnie się udało załatwić , co prawda, w okresie 3 lat, ale na końcu dzięki nowej minister rodziny, pracy i polityki socjalnej zmianę debilnego zarządzenia, wydanego przez jej poprzednika, Kamysza, o nakazie jedzenia wszystkim DPS-om kolacji NIE WCZEŚNIEJ, NIŻ O 18. Udało się. Od 21 lutego jemy od 17 i to kierownicy będą ustalać dla poszczególnych domów terminy wszystkich posiłków, a nie minister !
Ot, i najważniejsze sprawy w skrócie. Resztę, dopowiem,opowiem później.
Komentarze
Prześlij komentarz